Uzytkownik "greg" napisal w wiadomosci
> Mial ktos moze podobna historie ?
Obiecalem raz synowi prawie dwa dni wspolnego rowerowania w okolicach Brzozy
Krolewskiej. Mialem sie urwac z pracy przed poludniem - wrocilem ok. 15:00.
Nic to, zdazymy.
Po dojechaniu na miejsce i zdjeciu rowerow z auta postanowilem dopompowac
detke. Machu, machu pompka raz i drugi - nagle pssssss i flak. Na wentylu, a
ja mam tylko latki samoprzylepne. Po co ja to ruszalem!? Jest 17:30. Nic to,
zdazymy.
W auto i do GS-u po detke. GS jeszcze otwarty - ale detki tylko na wentyl
samochodowy, a u mnie w feldze dziurka pod presta. Pisk opon i do Lezajska,
ale sklepy rowerowe juz pozamykane na glucho. Z powrotem do GS-u po pilnik
albo wiertlo do rozwiercenia felgi - nie maja. To juz koniec - mysle. Jest
18:30.
Ale tu sklepowa wpada na pomysl, ze pare kilometrow stad jest hurtownia
budowlana - moga miec pilniki, moga miec jeszcze otwarte. Jest jeszcze jakas
nadzieja!
Kupuje detke, znowu pisk opon i do hurtowni. Pilnik sie znalazl. Jade do
syna, ktory siedzi na kampingu przy rowerach, rozpilowuje, zakladam detke -
gotowe. Jest 19:30. Czy w ogole warto gdzies jeszcze jechac?
Pojechalismy. Komary mialy niezla wyzerke, ale co tam - "twardym trzeba byc,
nie mietkim" ;-)
--
pozdrawiam,
Leszek Michnia
lmich...@poczta.onet.pl
|